czwartek, 25 grudnia 2014

5. Zofia, plener, małe-wielkie choinki

Jak tam święta?
U mnie wszystko poszło zgodnie z planem, nawet nie było tyle zmywania jak co roku ^^
Dostałam "Zniszcz ten dziennik" Keri Smith i *werble* bilet na koncert AC/DC!
Jestem podjarana na maxa, teraz tsza się nauczyć całej historii AC/DC na pamięć by nie wyjść na pozera i będzie sup.
Wyszłam dziś na chwilę z Zofiją w plener do mojego ogrodu (strasznie zmarzłam, palce mi odpadały) i miałabym więcej zdjęć, gdyby nie to, że po upadku z choinki złamała nogę i jej odpadała D:
Gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała.
Już drugi raz jej odpadała i w końcu się zdenerwowałam i przykleiłam jej nogę na Kropelkę bo "co Kropelka sklei, sklei żadna siła nie rozklei" i czekałam. W międzyczasie obejrzałam pierwszy raz "Kevina samego w domu", bo co roku rodzice mówią, że "O, Kevin, znowu, nie oglądamy" :c
Macie te parę zdjęć, naprawdę, byłoby więcej, gdyby nie ten wypadek.






niedziela, 14 grudnia 2014

4. Grunge, muzyka, płyty

Dziś chwyciłam aparat totalnie bez pomysłu na zdjęcia, lecz przypomniałam sobie jak kiedyś moja siostra zrobiła fajne zdjęcie gryfu (podobne jest również w tym poście) i postanowiłam zrobić coś w stylu grunge, starej fotografii, zamieścić tu trochę mnie, czyli zdjęcia powiązane z muzyką.
Miałam jeszcze zrobić zdjęcie koszuli w kratę, włosów i mostku na gitarze, ale przypomniałam sobie to dopiero teraz, a nie chce mi się znowu zgrywać zdjęć.
Wyjęłam skradzione ze szkoły stare winyle, pobazgrałam jakąś niepotrzebną płytę, obwiązałam bandamką gryf gitary i zaczęłam cykać zdjęcia. Gdy miałam ustawione na automat, cały czas włączała się lampa, więc przestawiłam na tajemnicze "M" i zdjęcia automatycznie były z filtrem, wygląda sup. Tak, jak stare zdjęcia. Taki efekt chciałam uzyskać. Przycięłam tylko w Picassie i był git.
Mało piszę, dużo wstawię, dla odmiany.



Mówiłam o tym zdjęciu:













piątek, 5 grudnia 2014

3. Podróże, profesjonalne nieprofesjonalne studio

Jestem pod wrażeniem, że nie ogarnął mnie słomiany zapał, że chcę robić te zdjęcia i prowadzić rzetelnie tego bloga.
Pierwsza część dnia była sup, przed obiadem poszłam na spacer z Kubą, zamarzły mi stopy, ale było oki. Po obiedzie zrobiło mi się cholernie zimno i mimo wypicia dwóch kubków (ogromnych) herbaty lipowej z miodem, zimno po spacerze nie ustąpiło. Usiadłam przy piecu oglądając kabarety i pijąc herbę. Zastanawiałam się, jakby to było móc przez jeden dzień zmusić wszystkich do zrobienia czego bym chciała i działoby się wedle życzenia. To byłoby ciekawe. Pierwsze co mi przyszło na myśl to cały dzień przytulania, całowania i innych pieszczot. Brakuje mi tego. Bardzo. Jestem uzależniona od muzyki i przytulania. Zdecydowanie. Z muzyką sobie umiem poradzić- wybieram pierwszą lepszą płytę z półki, wrzucam do starego magnetofonu i słucham 12h/dobę. Gorzej z pieszczotami- nikogo nie zmuszę do ciągłego przytulania, ah! Jakie to byłoby cudne!
Nie miałam humoru do zdjęć, ale gdy moja siostra wyszła gdzieś i zabrała aparat przeraziłam się. Nie byłabym systematyczna! Cichcem zacyganiłam jej kamerkę z pokoju i wzięłam się do zdjęć. Chciałam zrobić coś mikołajkowego, ale nie chciało mi się grzebać na strychu wśród kartonów w celu znalezienia moich przyszłych modelów. Zabrałam wszystkie pamiątki z różnych krajów jakie mieliśmy w domu, rozstawiłam moje mini studio i wzięłam się do pracy. Burdel w pokoju, ale trudno. Lampka biurkowa zwisa niebezpiecznie na kablu- czego to się nie robi dla sztuki!
Zdjęcia wymiętolone, nieostre, ziarniste. Nie miałam ochoty bawienia się nawet w przycinanie, są takie obleśne. Oto moje dzisiejsze wypociny: