Pierwsza część dnia była sup, przed obiadem poszłam na spacer z Kubą, zamarzły mi stopy, ale było oki. Po obiedzie zrobiło mi się cholernie zimno i mimo wypicia dwóch kubków (ogromnych) herbaty lipowej z miodem, zimno po spacerze nie ustąpiło. Usiadłam przy piecu oglądając kabarety i pijąc herbę. Zastanawiałam się, jakby to było móc przez jeden dzień zmusić wszystkich do zrobienia czego bym chciała i działoby się wedle życzenia. To byłoby ciekawe. Pierwsze co mi przyszło na myśl to cały dzień przytulania, całowania i innych pieszczot. Brakuje mi tego. Bardzo. Jestem uzależniona od muzyki i przytulania. Zdecydowanie. Z muzyką sobie umiem poradzić- wybieram pierwszą lepszą płytę z półki, wrzucam do starego magnetofonu i słucham 12h/dobę. Gorzej z pieszczotami- nikogo nie zmuszę do ciągłego przytulania, ah! Jakie to byłoby cudne!
Nie miałam humoru do zdjęć, ale gdy moja siostra wyszła gdzieś i zabrała aparat przeraziłam się. Nie byłabym systematyczna! Cichcem zacyganiłam jej kamerkę z pokoju i wzięłam się do zdjęć. Chciałam zrobić coś mikołajkowego, ale nie chciało mi się grzebać na strychu wśród kartonów w celu znalezienia moich przyszłych modelów. Zabrałam wszystkie pamiątki z różnych krajów jakie mieliśmy w domu, rozstawiłam moje mini studio i wzięłam się do pracy. Burdel w pokoju, ale trudno. Lampka biurkowa zwisa niebezpiecznie na kablu- czego to się nie robi dla sztuki!
Zdjęcia wymiętolone, nieostre, ziarniste. Nie miałam ochoty bawienia się nawet w przycinanie, są takie obleśne. Oto moje dzisiejsze wypociny:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz